Przejdź do treści strony

Angola. Niebezpieczna codzienność

31.05.2010 r.

Mało kto wie, gdzie dokładnie leży Angola. Jeszcze mniej osób zdaje sobie sprawę z faktu, że jest to jedyny afrykański kraj, który znajduje się na liście priorytetowych partnerów Polskiej Pomocy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych. To bogate w złoża naturalne państwo pod względem powierzchni jest czterokrotnie większe od Polski. O sytuacji w Angoli rozmawiamy z Anna Kudarewską, która przed miesiącem wróciła z Luandy. Robiła tam badania związane z problemem min przeciwpiechotnych dla Landmine Monitor.

Angola jest umieszczona na liście krajów priorytetowych Polskiej Pomocy. Co to właściwie oznacza dla Angoli i co oznacza dla Polski?
Wybór krajów priorytetowych zależy od strategii politycznej Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Myślę, że Angola znalazła się na tej liście [obok Białorusi, Ukrainy, Gruzji, Mołdowy, Afganistanu i Autonomii Palestyńskiej], ponieważ są tam złoża ropy i innych złóż naturalnych. Zatem Polska chce być blisko nich. Nasz rząd oferuje Angoli na rozwój niewielką ilość pieniędzy, która jest dystrybuowana poprzez system małych grantów przez Ambasadę Polski. Jest to około 100 – 200 tysięcy dolarów rocznie, czyli bardzo niewiele jak na kraj z tak wysokim budżetem jak nasz. Z projektów, które znam to np. wsparcie dla firm zajmujących się rozminowywaniem terenów rolniczych w północno-wschodniej części Angoli. Z kredytu, jakiego Polska udzieliła Angoli rozpoczęto budowę wyższej szkoły morskiej na południu kraju. Odbywa się to we współpracy z Akademią Morską w Gdyni, która ma pomóc Angoli w stworzeniu podobnej szkoły – wyposażeniu jej i wykształceniu nauczycieli (więcej na temat szkoły tutaj: http://www.portalmorski.pl/Akademia-Morska-otwiera-szkole-w-Angoli-o13a8084)

Przed jakimi wyzwaniami stoją donatorzy w Angoli?
W zasadzie Angola to bardzo bogaty kraj. Jest tam dużo ropy i diamentów, zatem dochód rządu jest stosunkowo wysoki w porównaniu do innych państw, które otrzymują pomoc rozwojową lub humanitarną. Problem polega na tym, że rząd nie wydaje pieniędzy na rozwój społeczny, lecz na infrastrukturę – budowę dróg, szpitali, mostów, elektrowni. Dla mnie wygląda to tak, że rząd Angoli nie jest zainteresowany wspieraniem edukacji czy służby zdrowia w obszarach, gdzie żyją dotknięci ubóstwem ludzie. Zatem dla donatorów, nie tylko Polski, wyzwaniem jest znalezienie balansu między tym czego chce rząd, a tym, co my uważamy, że jest potrzebne do rozwoju tego kraju.

W kwietniu pojechałaś do Angoli po trzech latach od ostatniej wizyty? Co się zmieniło przez ten czas?
Jak już mówiłam, jest tam bardzo dużo nowych inwestycji. Drogi są odbudowane i można się swobodnie poruszać. Wcześniej możliwe było tylko przemieszczanie się samolotem między prowincjami. Jest nowe lotnisko w Luandzie, stadiony po Mistrzostwach Afryki w piłce nożnej. W Luandzie [stolica Angoli] wybudowano wiele nowych budynków rządowych czy biur firm naftowych. Na pierwszy rzut oka wiele rzeczy się zmieniło, ale dla najbiedniejszych ludzi zmieniło się niewiele. Oczywiście oni również korzystają z tych inwestycji. Skoro są nowe drogi, to jest swobodny przepływ towarów. Ale wciąż brakuje inwestycji w ludzi i sferę socjalną.

A jak wygląda sytuacja dotycząca min przeciwpiechotnych?
Specyfika problemu min przeciwpiechotnych polega na tym, że wojna w Angoli skończyła się już w 2002 roku, ale do tej pory ludzie wciąż giną lub są ranieni przez wybuchające miny. Należy pamiętać również o skutkach społecznych takich jak: brak możliwości uprawy ziemi, który przyczynia się do zwiększania ubóstwa, niedostępność źródeł wody pitnej, czy drewna opałowego. Kiedy wojna skończyła się, uchodźcy zaczęli wracać do domów i okazało się, że ich pola są zaminowane. Podobnie mosty. Trudno żyć, kiedy nie można pójść nad rzekę po wodę czy uprawiać ziemi.

Jak długo zajmie Angoli by„oczyściła się” z min?
[śmiech] ... by całkowicie się ich pozbyć? Cóż... w Polsce wciąż są znajdowane nowe miny lub inne niewypały z II Wojny Światowej. Zatem trudno to określić. Dopóki do końca nie wiemy, jakie obszary i gdzie są zaminowane, nie jesteśmy w stanie powiedzieć, kiedy to nastąpi. Podczas mojej ostatniej wizyty rozmawiałam z pracownikami jednego z największych NGO-sów zajmujących się odminowywaniem, brytyjskim „HALO Trust”. Szacują onii, że np. w prowincji Huambo, w centralnej Angoli, jeżeli będą mieli możliwość pracować w takim tempie jak pracują teraz, czyli będą mieli na to fundusze, potrzebują kolejnych trzech, czterech lat by sytuacja była opanowana. Oczywiście będą tam wciąż miny, ale w rejonach niskiego zagrożenia. Jednak w innych prowincjach – piętnaście lat...? Dwadzieścia...?

Czy jesteśmy w stanie coś zrobić w Polsce, by ten proces przyspieszyć?
W rzeczywistości wszystkie czynności związane z procesem odminowywania obszarów w Angoli koordynowane są w ramach Międzynarodowej Konwencji Ottawskiej czyli Konwencjio zakazie użycia, składowania, produkcji i przekazywania min przeciwpiechotnych oraz o ich zniszczeniu z 1997 roku. Narodowa Komisja ds. Rozminowania i Pomocy Humanitarnej jest zobowiązana dotrzymać określonych terminów związanych z niszczeniem min. Tak dzieje się w Angoli. Sytuacja Polski jest taka, że o ile rząd podpisał Konwencję jedenaście lat temu, to do tej pory jej nie ratyfikował. Zatem dopóki my sami w Polsce nie zdecydujemy, że jesteśmy przeciwko użyciu, składowaniu, produkcji i przekazywaniu min przeciwpiechotnych , to nie możemy nic o tym mówić innym. W Polsce mamy do czynienia z pewną niekonsekwencją – z jednej strony Polska Pomoc wspiera projekty odminowywania w Angoli, z drugiej nie podpisuje Konwencji. To, co możemy zrobić w Polsce, to najpierw naciskać na rząd by ratyfikował Konwencję. Można to zrobić podpisując petycję na stronach PCK (http://www.stop-minom.pck.org.pl/petycja.php). Potem możemy interweniować na arenie międzynarodowej.

Kiedy zaczęłaś zajmować się tematem min przeciwpiechotnych?
Na początku pracowałam w edukacji. Byłam dyrektorką koledżu dla Nauczycieli i dwóch moich studentów miało protezy. Wiedziałam, że po kraju porozrzucane są miny, ponieważ mieliśmy bardzo restrykcyjne zasady co do poruszania się w Angoli. Potem zaczęłam pracować w Centrum Ortopedycznym, które wspiera osoby poszkodowane w wyniku wybuchu miny.

Po powrocie z Angoli przywiozłaś do Polski międzynarodową wystawę „Miss Min Przeciwpiechotnych”, czyli wystawę zdjęć kobiet, które zostały okaleczone wyniku wybuchu min. Co teraz dzieje się z tym projektem?
Wiem, że projekt miał być realizowany w Kambodży. To, podobnie jak Angola, jeden z najbardziej zaminowanych krajów na świecie. Jednak było to bardzo trudne. W Angoli cały projekt wspierany był przez rząd, odbył się wielki konkurs piękności w Luandzie. Uczestniczyły w nim wszystkie dziewczyny, które znalazły się na fotografiach. Wydarzeniu towarzyszyły międzynarodowe media. Jednak w Kambodży rząd w ostatniej chwili zmienił zdanie i stwierdził, że nie jest to poprawne politycznie. Pokazuje to, że nie ma tam wolności słowa i wypowiedzi. Rząd zapewne przestraszył się dyskusji na temat braku wsparcia dla ofiar min przeciwpiechotnych przez państwo i zakazał pokazywania wystawy.

A co projekt zmienił w Angoli?
Na arenie międzynarodowej projekt na pewno podniósł świadomość na temat problemu min przeciwpiechotnych i tego jak bardzo dotyczy on cywili, a wśród nich wielu kobiet. Jednak w samej Angoli, po konkursie piękności nic tak naprawdę się nie zmieniło. Nie było kontynuacji. Uczestniczki projektu nie zostały włączone w żadne działania dla ofiar min. Spotkałam teraz jedną z dziewczyn, która brała udział w konkursie i była bardzo rozgoryczona. Uważa, że projekt pozwolił jej poczuć się piękną i sławną przez jeden dzień i to tyle.

W Angoli występuje około 10 milionów min przeciwpiechotnych, które, poza powodowaniem śmierci lub trwałego kalectwa u ludzi, mają też ogromny wydźwięk społeczny - uniemożliwiają uprawianie ziemi, co przyczynia się do zwiększania ubóstwa w kraju i tak już ubogim, oraz odcinają dostęp ludności do źródeł wody czy drzewa opałowego. Główne działania w sektorze związanym z problematyką min składają się z zaznaczania obszarów zaminowanych, samego odminowywania, które jest jednak nieproporcjonalnie wolne w stosunku do potrzeb, edukacji ludności o zagrożeniu minowym i pomocy ofiarom min. Narodowy Program Rehabilitacyjny w Angoli szacuje, że przynajmniej 90 tysięcy Angolczyków posiada niesprawność fizyczną, spośród których 80% to amputacje spowodowane wypadkami z minami przeciwpiechotnymi. W pierwszej kolejności ofiary min kierowane są do jednego z 11 Centrów Ortopedycznych rozsianych na terytorium całego kraju, gdzie mają szansę dostać bezpłatne protezy, co nie jest sprawą błahą, bo wszystkie materiały muszą być importowane, a personel centrów nie jest do końca profesjonalnie wykształcony. Powrót do normalnego życia po utracie kończyny, nawet z protezą, nie jest jednak łatwy ze względu na skutki psychologiczne wypadku z miną. Człowiek okaleczony jest również odrzucany społecznie jako nieproduktywny, stanowiący ciężar dla rodziny, której i tak nie jest łatwo. W wielu miejscowościach istnieją jednak drużyny sportowe koszykówki na wózkach albo piłki nożnej, w którą zawodnicy grają biegając o kulach. Te działania mają przywrócić ofiarom min wiarę w ich wartość jako członków pewniej społeczności. To niesamowity widok, kiedy zawodnicy zdejmują swoje protezy przed meczem, bo granie w nich jest sprzeczne z regulaminem, i kopią piłkę pozostałą zdrową nogą podpierając się na kulach. Wszystkie mecze cieszą się ogromną popularnością wśród publiczności, a zwycięzcy zawodów o randze krajowej traktowani są jak bohaterowie narodowi. Nie da się jednak wyżyć z tego sportu i wiele organizacji oferuje ofiarom min liczne kursy zawodu albo pomaga zawiązać spółdzielnie oferując np. trzykołowe pojazdy motorowe używane jako taksówki dowożące ludzi na zakupy na targach oddalonych od miast, które zarabiają na utrzymanie członków spółdzielni. W pomocy niepełnosprawnym Polska ma także swój udział: w 2005 roku Ambasada Polski w Angoli zakupiła szkole podstawowej dla niewidomych dzieci w Luandzie kilka maszyn do pisania Braillem i inne pomoce naukowe.

Anna Kudarewska – prowadzi badania dla Landmine and Cluster Munition Monitor w lusofońskich krajach Afryki. Absolwentka podyplomowych studiów z zarządzania rozwojem globalnym na Open University w Wielkiej Brytanii, wieloletnia praktyk pomocy rozwojowej, była dyrektorka Collegu w Angoli, współpracowała z wieloma międzynarodowymi organizacjami rozwojowymi (Handicap International, VVAF, UNDP, ICBL). Pracownica merytoryczna Domu Spotkań im. Angelusa Silesiusa, trenerka edukacji metodami pozaformalnymi, trenerka antydyskryminacji i wrażliwości kulturowej.

Zdjęcia: organizacja Halo Trust Angola

1. Na zdjęciu supervisor do spraw odminowywania , Kuito Kuanavale, Angola, 2010
2. Szkolenie z pierwszej pomocy i ewakuacji, Huambo, Angola, 2009
3. Proces ręcznego odminowywania, Kuito Kuanavale, Angla, 2010
4. Proces mechanicznego odminowywania, Huambo, Angola, 2010

organizator: Anna Kudarewska, Dom Spotkań im. Angelusa Silesiusa
www: http://www.silesius.org.pl/

autor(ka): Iwona Frydryszak

« Powrót do listy