Przejdź do treści strony

Bój o kulturę

09.07.2010 r.

Wrocławskie starania o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku nie wszystkim się podobają. Nikt jednak nie podważa konieczności stworzenia kompleksowej strategii działań kulturalnych w mieście. Mieszkańcy dolnośląskiej stolicy niewiele wiedzą na temat najnowszych trendów w kulturze i nie interesują się nimi.

Bój o kulturę

O tym, co można zrobić, by to zmienić i jak Wrocław widzi swoje kulturalne oblicze za sześć lat, rozmawiamy z Adamem Chmielewskim, odpowiedzialnym za stworzenie aplikacji do krajowego etapu konkursu o tytuł ESK w 2016 roku.

Czy aplikacja dotycząca wrocławskiej kandydatury do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury jest już gotowa?

Adam Chmielewski: – Wczoraj wieczorem (rozmawialiśmy 30 czerwca) prezydent Dutkiewicz i wiceprezydent Obremski zatwierdzili moją propozycję aplikacji. Nie zdradzę wielkiej tajemnicy, że miasto już dwa lata temu podjęło decyzję o staraniach o ten tytuł, lecz prace w tym obszarze nie posuwały się zbytnio do przodu. Przez minione 5 miesięcy udało mi się napisać coś w rodzaju książki o stanie i celach kultury we Wrocławiu.

Książkę?

– Aplikacja ma rozmiary książki. Ale nie jest ona przeznaczona do szerokiej dystrybucji. Mamy obowiązek opublikować około 30 egzemplarzy, z których część jest przeznaczona dla członków jury. Przyznaję, że efekty tej pracy dały mi sporo satysfakcji. Jej część stanowi coś w rodzaju diagnozy, deklaracji intencji, czy nawet strategii miasta w dziedzinie kultury.

Skąd pomysł, by filozof stanął na czele instytucji, która się będzie zajmowała przygotowaniami do ESK?

– Ważne było raczej to, że jestem zaangażowany społecznie i politycznie. Moja filozoficzność nie ma tutaj zbyt dużego znaczenia, chociaż w istocie w aplikacji się ujawniła. Chodzi o kwestie wykluczeń społecznych, także wykluczeń z kultury, który znalazł ważne miejsce w aplikacji jako problem, który powinien być podjęty przez miasto. Problem wykluczenia stanowi główny wątek aplikacji. Ze wstępnej diagnozy miasta wynika, że dostęp do kultury jest odmówiony takim grupom jak seniorzy, rodziny wielodzietne, niepełnosprawni i młodzież. Kultura nie powinna być tylko dla elit, osób, które biegają z jednego przyjęcia na drugie. Dlatego w aplikacji zawarliśmy program kulturalny, który jest dla wszystkich. Znalazło się w niej szereg programów, które mają służyć poszerzaniu dostępu do wydarzeń kulturalnych.

Jakimi metodami?

– Nie mogę zdradzić. Mamy jeszcze dwa miesiące do złożenia aplikacji i nie chcę, by te idee dotarły do konkurencji.

Wiemy o jednej z zaproponowanych przez Pana akcji, czyli akcjonariacie kultury. Na ile dla Pana ważna jest jakość proponowanych działań kulturalnych, a na ile sama aktywizacja?

– Ja się nie spodziewam, że w Leśnicy czy na Osobowicach odkryję kolejnego Johna MacCreesha  czy geniusza artystycznego w innej dziedzinie, ale tego nie chce wykluczać. Jednak chcę zbudować mechanizmy pozwalające odkrywać kogoś, kto coś potrafi i coś robi; chciałbym dać mu lub jej przestrzeń do aktywizacji. Jednym z naszym pomysłów jest system mikrograntów. Będziemy stwarzać możliwości, aby ludzie mogli się cieszyć ze spektaklu operowego, na którym nigdy nie byli, bo nie było ich na to stać. Takie mechanizmy mamy szczegółowo omówione i zyskały akceptację władz miasta. W pewnym sensie udało mi się prezydentów przekonać do rozwiązań socjalistycznych, do takich rozwiązań, które umożliwią korzystanie z kultury nie tylko ludziom bogatym, ale także tym, którzy z niej nie korzystają i nawet nie wiedzą, że mogą być aktywni.

Na ile to, co jest w aplikacji „przyszło z Panem”, a na ile jest uzupełnieniem istniejącej strategii miasta?

– Przyznaję, że pracuję za krótko. Gdybym miał więcej czasu, to ta koncepcja byłaby pełniejsza. Aplikacja o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury nie może wyłącznie być deklaracją, że Wrocław zrobi festiwal festiwali: że mianowicie już mamy bardzo dużo festiwali, a więc na rok Europejskiej Stolicy Kultury zrobimy jeszcze większe festiwale i zrobimy ich dwa razy więcej. To wszystko musi być czemuś podporządkowane, jakiemuś nadrzędnemu celowi. Najtrudniejsze pytania w aplikacji dotyczyły naszej myśli wiodącej i głównego hasła. I na tych pytaniach spędziliśmy najwięcej czasu. Pomogła nam znacznie konsultacja z przyjacielem z zagranicy, który utwierdził nas w przekonaniu, że to, co zaproponowaliśmy, jest trafne i obiecujące.

Czyli?

– Mogę zdradzić hasło. Brzmi ono: „przestrzenie dla piękna”. Aplikacja opiera się na wskazaniu na szereg przestrzeni ludzkich, w których poruszamy się na co dzień. Jest to przestrzeń społeczna, publiczna, prywatna, intymna, a także cyberprzestrzeń – to są przestrzenie, w których piękno w znaczeniu dawnych Greków, którzy łączyli piękno i dobro, może i powinno zaistnieć. Chodzi więc nie tylko o kolejne wydarzenia artystyczne i kulturalne, ale także o to, abyśmy w każdej z tych przestrzeni byli ludźmi pięknymi i dobrymi: by w przestrzeniach naszego codziennego bytowania nie było przemocy, brutalności – tego wszystkiego, co nazywamy brzydotą – i co wzbudza w nas agorafobię publiczną.

Czy została nawiązana współpraca z NGO-sami na poziomie tworzenia aplikacji?

– Na razie nie podjęliśmy tej współpracy, ponieważ nie zdążyliśmy: pracujemy bowiem zbyt krótko. Jednakże cała gama organizacji pozarządowych zgłosiła już poparcie dla naszych działań. Powstało bardzo ciekawe nieformalne stowarzyszenie artystów pod nazwą „Sprężyna”, które wspiera działania Wrocławia w staraniach o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. To bardzo twórcze grono: urzędnicy często myślą według utartych schematów, rutynowo, podczas takich niekonwencjonalnych spotkań zaś pojawiają się idee, które za biurkiem nie powstałyby. Podczas takich spotkań z artystami niejeden urzędnik był zdumiony, słuchając tego, co artyści mają do powiedzenia i jak myślą.

Czy coś z tego wyszło?

– Tak. Pierwszy program rusza niebawem: to program dla dzieci wykluczonych. Za niewielkie pieniądze, wraz z Teatrem Lalek, robimy wielki Bajkobus przeniesiony na rzekę. Pozwoli on zapewnić około tysiącu dzieci ciekawy program kulturalny na rzece przez cały sierpień. Na takie pomysły liczę w przyszłości.

Jak wiadomo, werdykt o tym, czy Wrocław przejdzie do drugiej tury, usłyszymy w październiku. Jak będzie negatywny, to nie ma o czym gadać. Ale jeżeli będzie pozytywny, a wierzę, że taki będzie, to przez następny rok będziemy intensywnie pracowali z organizacjami pozarządowymi, aby dopełnić aplikację, ponieważ aplikacja jest formułowana dwuetapowo. Pierwszy etap ma charakter wstępny, co nie znaczy, że aplikacja może być szczątkowa; na drugim etapie musimy zaprezentować pełnię naszych pomysłów oraz wskazać instytucje i organizacje pozarządowe, które będą wykonawcami zadań naszkicowanych w aplikacji. Pewnych rzeczy, zwłaszcza w sferze wykluczeń z kultury, nikt nie zrobi lepiej, jak organizacje pozarządowe; instytucje publiczne bywają po prostu skrępowane przepisami, które spowalniają pracę, a więc są niejednokrotnie ślamazarne. Widzę więc dużą rolę organizacji pozarządowych w działaniach, które uspołecznią kulturę Wrocławia. Mamy parę pomysłów, trzeba się spotkać, omówić je szczegółowo i wcielić w życie.

Na ile śledzicie to, co się dzieje w innych miastach, które starają się o ESK ?

– Szpiegujemy je oczywiście. Prowadzimy jednak, naturalnie, tylko biały wywiad. Zauważamy, że w wielu miastach bardzo dużo pary idzie w gwizdek: mówią wiele i działają intensywnie, ale jeśli chodzi o treść aplikacji formułowanych przez siebie, to każdy trzyma ją w tajemnicy. My też jej nie ujawniamy. Co prawda opublikowałem broszurę zawierającą wstępne idee, ale jest ona trochę  myląca i to w sposób w pełni świadomy.

Na czym ta zmyłka polega?

– Hmm, w broszurce tej zawarłem hasło „odzyskiwania piękna”. Chciałem sprawdzić, jak zostanie przyjęte. Ostatecznie ono w aplikacji pozostało, ale pełni już rolę dużo niższą w hierarchii idei. Pozostać musiało, ponieważ jeśli spojrzeć na to, co się dzieje we Wrocławiu od ponad 20 lat, to jest to nic innego, jak właśnie odzyskiwanie piękna, które było nam odmówione długie lata trwania w czasie realnego socjalizmu, a wcześniej przez wojnę. Nasze miasto ma w tym, moim zdaniem, największe sukcesy z polskich miast. Sądziłem, że z tego zrobimy hasło główne. Udało mi się przekonać do tego samego siebie, prezydenta Dutkiewicza, wiceprezydenta Obremskiego i innych urzędników miasta. Ale później zacząłem mieć wątpliwości, ponieważ miało charakter regresywny, patrzący wstecz. A my przecież chcemy zrobić coś więcej, orientujemy się ku przyszłości, chcemy szukać nowych form i wyrazów piękna, otworzyć się na twórczość. Otworzyć się na ludzi, którzy nie mieli szansy na to, by wyrazić swoją opinię o tym, co uważają za piękne. Dlatego ostateczne hasło jest inne.

A co z hasłem „Wrocław miastem spotkań”?

– Bardzo dobrze, że o tym mówimy. Mnie osobiście to hasło bardzo drażni swoją banalnością. Jeśli jest pani w Stambule, to co pani słyszy? Stambuł miejscem spotkań. W Koszycach – miasto spotkań. Wiedeń – miejscem spotkań. I tak dalej. Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ każde miasto jest miejscem spotkań. Miasta są zbudowane przez człowieka po to, żeby ludzie się w nich spotykali. Nazywanie samego siebie miastem spotkań, miastem, które jednoczy, jest banalne w pierwszej części, a w drugiej fałszywe. Określanie Wrocławia za pomocą sloganu, że jest miejscem spotkań, nie mówi o nim nic specyficznego.

A co z wielokulturowością, którą Wrocław się szczyci?

– Jako wrocławianie jesteśmy bardziej otwarci niż społeczności innych części Polski, pod tym względem jesteśmy dość specyficzni, bardziej zróżnicowani niż reszta kraju. W porównaniu z praktyczną wielokulturowością w innych częściach Europy jesteśmy jednak bardzo jednolici. Nazywanie siebie miastem wielokulturowym odnosi się więc raczej do przeszłości – kiedyś było tutaj dużo Niemców, Polaków, Żydów. Teraz są naturalnie Grecy, Ukraińcy, wiele innych nacji, ale ich liczebność jest nieznaczna w porównaniu z miastami Europy zachodniej. Wielokulturowość to zapewne także nasza przyszłość. Uznałem więc, że nie możemy pójść trybem tego intelektualnego stereotypu czy raczej zaklęcia, które obecnie niewiele u nas znaczy. Zaproponowałem odmienne idee, które, jak sądzę, są ambitniejsze i odbiegają od tej sztampy. Wyrażają one pewne nowe rozumienie wyzwań, przed jakimi stoi Europa; wyrażają one także oczekiwanie, że Europa pomyśli o sobie samej jako całości i o swojej odpowiedzialności w skali globalnej. Chcemy więc postawić problem migracji. Ta idea sytuuje się o wiele bliżej charakteru dziejów Wrocławia.

W jakim sensie?

– Kim jesteśmy my, współcześni wrocławianie? Jesteśmy przybyszami i potomkami przybyszów. Przyszliśmy tu zaledwie 65 lat temu, na miejsce, z którego przepędzono innych. Mieliśmy ku temu mocne racje moralne, ale tu, we Wrocławiu odbyła się najgłębsza czystka etniczna w nowoczesnej Europie, nastąpiła całkowita wymiana ludności. Jej skutkiem właśnie jest brak autentycznej wielokulturowości w naszym mieście, co najwyżej jej zalążki.

Może Pan wymienić jakieś ważkie zaplanowane wydarzenie?

– Wymyśliliśmy, aby nawiązać do Kongresu Intelektualistów na rzecz pokoju z 1948 roku. Dlaczego my, wrocławianie, nie moglibyśmy zrobić kolejnego kongresu na rzecz pokoju, aby tym razem mówić o problemach pokoju już z nowej perspektywy? Europa uchyla się od odpowiedzialności za porządek globalny, cały czas, jak gapowicz, jechała na barkach Stanów Zjednoczonych. Kiedy mówimy o kulturze, to mówimy też o takich rzeczach. W tamtym kongresie brał udział Pablo Picasso. Tu we Wrocławiu powstał słynny gołąbek pokoju, emblemat ruchów pokojowych na świecie. Podkreślam tę perspektywę, ponieważ ona daje nam możliwość wskazania związków z Hiszpanią, której Europejska Stolica Kultury ma być partnerem polskiej stolicy. Wracając do idei piękna, którą na początku zaproponowałem władzom miejskim. W tym, co piękne, nie chodzi tylko o to, co się komu podoba, ale też o to, że piękno ma ścisły związek z tym, co dobre. To również pozwala nawiązać do Hiszpanii; poeta i filozof hiszpański, Valverde mówił swoim studentom: „nie ma estetyki bez etyki”. Piękne hasło nawiązujące do starożytnej greckiej idei „kalokagathia” – piękna i dobra zarazem.

Zdjęcie: Prof. Adam Chmielewski podczas debaty Habeas Lounge (Fot. Maja Zabokrzycka / Fundacja Dom Pokoju) pochodzi ze strony:

http://www.habeaslounge.pl/index.php/o-wroclawiu

autorki: Iwona Frydryszak, Dominika Chylińska

« Powrót do listy