Przejdź do treści strony

Crowdfunding po polsku

05.08.2012 r.

Fundacja BLIK powstała w 2010 roku we Wrocławiu, a jej działalność zorientowana jest na sztuki wizualne, zwłaszcza fotografię. W tym roku Fundacja po raz drugi podejmie się organizacji Trochę Innego Festiwalu Fotografii (TIFF), który jesienią odbędzie się we wrocławskim Browarze Mieszczańskim. O tym, dlaczego TIFF wyróżnia się na mapie innych festiwali oraz czy crowdfunding to skuteczna metoda pozyskiwania funduszy przez organizacje pozarządowe, opowiedział nam Maciej Bujko, prezes i współzałożyciel Fundacji BLIK.

Crowdfunding po polsku

Waldemar Mazur: – W tym roku zapraszacie na drugą edycję Trochę Innego Festiwalu Fotografii. Dlaczego jest on trochę inny?
Maciej Bujko: – Inny, ponieważ chcemy, aby u nas każda kolejna edycja różniła się od wcześniejszych nie tematem – jak ma to miejsce w przypadku większości festiwali – a formułą. W zeszłym roku naszym celem było ożywienie życia fotograficznego we Wrocławiu, stąd Festiwal trwał osiem miesięcy i był skierowany głównie do wrocławian. W tym roku będzie inaczej, TIFF trwać będzie miesiąc, a jego hasłem będzie „proces w konstrukcji”. Większość wydarzeń, które zaplanowaliśmy, odbędzie się między 8 a 11 listopada. Wcześniej, między 26 października a 7 listopada wystawy, jak i cały festiwal będą tworzone na żywo, a wszyscy zainteresowani będą mogli śledzić konstrukcję w internecie.

Zeszłoroczny Festiwal okazał się sporym sukcesem. W tym roku liczycie, że zainteresowanie będzie podobne?
– Podczas pierwszej edycji TIFF gościliśmy ok. 6 tys. osób, w tym roku, z racji innej formuły, spodziewamy się do 1,5 tys. osób, co i tak jest sporą liczbą. Do końca jednak nie możemy powiedzieć, czy zainteresowanie nie będzie większe. W Polsce wcale nie ma zbyt wielu festiwali fotograficznych, a z głosów, jakie do nas napływają z całego kraju, możemy wnioskować, że sporo osób zamierza nas odwiedzić.

Są punkty w programie Festiwalu, które wywołują u was wyjątkową dumę?
– Generalnie cały program tegorocznej imprezy jest według nas ciekawy. Świadczą o tym chociażby pozytywne opinie, które do nas docierają od ludzi ze środowiska fotograficznego. Na pewno bardzo ciekawa będzie chociażby sekcja „Publikacje”, poświęcona książkom fotograficznym. Dochodzi do tego program główny, czyli czwórka artystów z czterech krajów (Polska, Czechy, Węgry i Słowacja), którzy będą tworzyć wspólnie swoją wystawę, czy w końcu spotkania autorskie, których w takiej liczbie nie uświadczy się na żadnym innym krajowym festiwalu fotograficznym.

Środki na TIFF gromadzicie w dość nowatorski sposób – przynajmniej w naszym kraju – bo poprzez crowdfunding. Przecieracie szlaki innym organizacjom.
– Rzeczywiście, kiedy zaczynaliśmy swoją przygodę z crowdfundingiem na serwisie Indiegogo, byliśmy jedną z pierwszy organizacji pozarządowych z Polski, jeśli nie pierwszą, która właśnie tą metodą postanowiła zdobywać fundusze.

Indiegogo to serwis amerykański, w Polsce jego odpowiednik jeszcze nie powstał?
– Istnieją co prawda polskie serwisy crowdfundingowe, ale opierają się one na nieco innych zasadach. Wynika to z tego, że u nas crowdfunding, w świetle obecnego prawa, nie jest formą do końca uregulowaną. Do tego te serwisy zajmują się zbieraniem funduszy głównie na hospicja czy inne ośrodki pomocy ludziom znajdującym się w potrzebie. Nie ma rodzimego odpowiednika Indiegogo, gdzie dotować można byłoby projekty związane z kulturą i sztuką.

Jak odkryliście taki sposób zbierania pieniędzy?
– Pierwszy raz o crowdfundingu usłyszeliśmy podczas ubiegłorocznej edycji naszego Festiwalu od fotografa Rafała Milacha, który był naszym gościem. Opowiedział nam o tym w kontekście zbierania pieniędzy na indywidualne projekty fotograficzne. Przyznaję jednak, że wtedy potraktowaliśmy tę informację jako ciekawostkę. Dopiero, kiedy nasi znajomi ze szkoły filmowej opowiedzieli nam, że w ten właśnie sposób zbierają fundusze na projekty filmowe, stwierdziliśmy, że i my tej metody spróbujemy.

Crowdfunding jest fajny pod tym względem, że efekt końcowy, czyli to, czy środki otrzymamy, zależy tylko i wyłącznie od nas, naszych starań. Nie jesteśmy uzależnieni od decyzji komisji konkursowej zbierającej się w Urzędzie Marszałkowskim czy Urzędzie Miejskim.

Crowdfunding polega na prowadzeniu kampanii w Internecie, która ma zachęcić potencjalnych darczyńców. Festiwal fotografii jest wdzięcznym tematem do promowania?
– Z tego, co zauważyliśmy, najczęściej wspomagane są te pomysły, które są adresowane bezpośrednio do ludzi, jak chociażby gry internetowe. Festiwal fotografii odbywający się w Polsce, jest dla osób z USA siłą rzeczy mniej atrakcyjny, choćby z racji tego, że oni raczej nie będę mieli możliwości w nim uczestniczyć.

A co z ramami takiej kampanii, są one restrykcyjnie narzucone?
– Ramy pewne są, ale nie nazwałbym ich restrykcyjnymi. Prowadząc kampanię ma się sporą swobodę, można ograniczyć się do treści pisanych, ale też można publikować zdjęcia i filmy. Serwis ma też cechy portalu społecznościowego. Nie tylko zabiegamy o finansowe wsparcie darczyńców, ale i o ich sympatię, podobnie jak to wygląda przy prowadzeniu fan page’ów na Facebooku. Suma kwot, jaką się uzbierało i popularność danej akcji, wpływa na pozycjonowanie danego projektu na serwisie. A wiadomo, każdemu zależy, aby być jak najwyżej pozycjonowanym, wtedy jest większa szansa, że potencjalny darczyńca cię odkryje.

I udało wam się wzbudzić zainteresowanie u ludzi z zagranicy?
– Większość darczyńców pochodzi co prawda z Polski, ale tak, pojawiły się już pierwsze wpłaty od osób z zagranicy. To chyba jest najfajniejszy moment w prowadzeniu takiej kampanii, kiedy osoby kompletnie nieznane, które wiedzą o Festiwalu tylko z tego serwisu, decydują się nas wesprzeć. Teraz rozpoczyna się ostatni etap kampanii, planujemy ją jeszcze zintensyfikować, aby dobić do określonego przez nas na początku pułapu. Kampanie na Indiegogo trwają 90 dni, nasza zakończy się z początkiem września.

Rozumiem, że serwis Indiegogo otrzymuje część uzbieranej przez was kwoty?
– Tak, co zresztą jest zrozumiałe, w końcu musi się z czegoś utrzymać. Nie zabierają jednak jakiś olbrzymich sum, w przypadku uzbierania zakładanej kwoty, są to jedynie 4%.

Wy za swój cel przyjęliście kwotę dość astronomiczną, bo 50 tys. dolarów.
– Tak, taką obraliśmy taktykę. Z tego, co zauważyliśmy, ludzie tam zbierający fundusze często tak robią, że wyznaczają sobie cel niemal nieosiągalny, bądź wręcz minimalistyczny. My poszliśmy pierwszą drogą. Nie wiemy, czy postąpiliśmy słusznie. W przyszłym roku, bogatsi o nowe doświadczenia, może przyjmiemy inną taktykę.

autor: Waldemar Mazur 

« Powrót do listy