Przejdź do treści strony

Czas na kulturę

01.06.2010 r.

Ósma edycja Survivalu przed nami. Tym razem jego hasło przewodnie to „Architektura jako miejsce zbrodni”. Miejsce- Bunkier Strzegomski, przyszłe muzeum sztuki współczesnej. Dyskurs merytoryczny, wyzwanie i duże możliwości dla artystów oraz zaproszenie do dyskusji o współczesnej kulturze dla publiczności.

Czas na kulturę

O tym (choć nie tylko) jak trudno jest we Wrocławiu, „nowoczesnym mieście spotkań”, zrobić międzynarodowy festiwal sztuki rozmawiamy z Michałem Bieńkiem, jednym z kuratorów i inicjatorem Przeglądu Sztuki Survival.

Przegląd odbywał się już i w zamkniętej przestrzeni i w otwartej miejskiej przestrzeni. Po ostatniej edycji, która odbyła się w Wytwórni Filmów Fabularnych, a główną rolę odegrał Pawilon Czterech Kopuł, zdecydowaliście się na Bunkier Strzegomski.

Michał Bieniek:

Chcieliśmy się odnieść do tego, co jest tak ważne dla Przeglądu, czyli do budynku, miejsca, kontekstów, które są niesione przez architektoniczną sytuację zastaną. Znajduje to też wyraz w mapie przeglądu, która co roku jest jego nieodłącznym elementem i która odwzorowuje strukturę, czy też sieć znaczeń, jaką tworzymy w obrębie zarówno ekspozycji, jak i samego budynku. Ważne jest dla nas przeznaczenie bunkra, jego historii oraz historii Wrocławia. Bunkier służył jako schron przeciwlotniczy i był świadkiem ogromnego zniszczenia, jakie dotknęło Wrocław, a w szczególności tę jego część, w której znajduje się budynek. Została ona dosłownie zmieciona z powierzchni ziemi… Bunkier służył do podtrzymania życia, do zapobiegania w pewnym sensie zbrodni, której dokonano na mieście, na jego tkance architektonicznej i – przede wszystkim - ludzkiej.

Temat niełatwy, który, jak przypuszczam, będzie nie tylko wyzwaniem dla Was ale i dla Waszej publiczności.

Złożony temat i złożona, zawierająca w sobie wiele poziomów, myśl przewodnia – trudna, ale wydaje się, że dla artystów interesująca, bo niejednoznaczna. To, oczywiście, znajdzie swój wyraz w ekspozycji. Jesteśmy po dokonaniu wyboru prac i już wiemy, że decyzja o umieszczeniu hasła przewodniego była dobra. Zbudowało ono bardzo spójną narrację. Artyści odnieśli się do niego w sposób konsekwentny, interesujący, a jednocześnie bardzo szeroki.

Natomiast jeśli chodzi o samą „zbrodnię”, to chcieliśmy to pojęcie zinterpretować również jako zaniechanie. Bo zbrodnia może być zaniechaniem, a zaniechanie – zbrodnią. I właśnie ten wątek wiąże nasz przegląd z konceptualizmem – poprzez formę prezentacji prac artystycznych jedynie jako szkiców, wizualizacji, projektów.... Jest to wyraz pewnego rodzaju zaniechania – ponieważ pokazujemy, że my, jako kuratorzy, my jako przegląd sztuki, a także my jako społeczeństwo (bo przecież kulturę finansuje się z publicznych pieniędzy) często nie realizujemy swoich planów, pomysłów.. Nie wprowadzamy idei w życie. Z jakiegoś powodu (nieporozumienie, niesprawność systemu?) nie jesteśmy jeszcze w stanie zrealizować potencjału życia kulturalnego, którym dysponujemy. To jedna z istotnych ścieżek, którymi podążało nasze myślenie podczas konstruowania zakresu tematycznego tej edycji Survivalu.

Ile i jakie prace pojawią się na najnowszym Przeglądzie?

Było w sumie około 250 projektów 170 artystów z całego świata. Wybraliśmy około 40 realizacji. Negocjujemy jeszcze z kilkoma artystami. Są to propozycje z całego świata, ale ze względów finansowych musieliśmy mocno okroić realizacje. Będą prace z Niemiec, Wielkiej Brytanii, nawet z Hawajów. Całe szczęście udało się zachować aspekt międzynarodowy przeglądu.

W przeważającej liczbie są to nadal prace artystów z Polski i z Wrocławia. Około jedna czwarta to artyści z zagranicy, którzy pokazują głównie wideo-instalacje oraz akcje artystyczne. W przypadku artysty z Hawajów będzie to akcja angażującą publiczność Przeglądu do wykonania pewnej aplikacji, powiedzmy: malarskiej, związanej z samym budynkiem.

Jeśli chodzi o znane polskie nazwiska, to w tegorocznym przeglądzie weźmie udział Dorota Nieznalska, która pokaże dwa projekty, specjalnie przygotowane dla Bunkra. Jeden z tych projektów to instalacja o tytule „Zbrodnia”. Drugi to realizacja wideo, która nawiązuje z jednej strony do hasła Survivalu, a z drugiej jest opowieścią o doświadczeniu samej artystki z ostatnich lat, kiedy była sądzona za obrazę uczuć religijnych i, jak sama to ujęła, została postawiona w roli zbrodniarki. Ta praca w bardzo subtelny sposób opisuje emocje artystki związane z całą tą sytuacją. Na Survivalu zostanie też pokazana bardzo ciekawa realizacja Pawła Kowzana, który tym razem zaprezentuje się jako artysta niemalże konceptualny. Będzie to w zasadzie interaktywna projekcja multimedialna, swego rodzaju rewizja, wspomnienie, trochę wylistowanie ważnych zdarzeń w sztuce współczesnej – począwszy od lat 60-tych, skończywszy na wydarzeniach z przełomu lat 90-tych i początku tego wieku. Będzie to opowieść o pewnych przełomach w myśleniu o sztuce z perspektywy kogoś, kto stoi z boku. Myślę, że będzie to interesujące, tym bardziej że projekcja będzie miała interaktywny charakter – widz będzie stymulował toczenie się tej opowieści.

Część publiczności nadal chyba nie przełamała swojej obawy przed tym, że może bezpośrednio brał udział w takich realizacjach i mieć wpływ na stawanie się dzieła sztuki?

Zawsze jest takie zagrożenie, ale Survival zbudował swoją pozycję w oparciu o atmosferę otwartości i otwartej metody prezentowania sztuki. Mam nadzieję, że będzie to widoczne i zafunkcjonuje też w tej edycji – a w konsekwencji ośmieli publiczność.

Poza tym częścią tegorocznego Survivalu będzie również (nie lubię tej nazwy, ale innej jak dotąd nie znaleźliśmy) tzw. klub festiwalowy. Umieścimy go na tyłach bunkra. Chcemy tam zainstalować mini bibliotekę, barek z kawą, fotele, wieczorem będą się tam odbywały mini koncerty, prezentacje filmów związanych z hasłem Survivalu. Wydaje mi się, że obecność takiego miejsca dodatkowo zachęci publiczność do spędzenia na Survivalu większej ilości czasu, do wejścia głębiej i próby poznania oraz odczytania całości ekspozycji.

Przygoda?

Taka przygoda, tak. I dodatkowo mapa festiwalu, która jak zawsze będzie nam towarzyszyć, jako narzędzie, z którym można podążać i odkrywać pewną historię.

Praca, jaką włożyliście w ten Przegląd jest imponująca. Ale tegoroczna nagroda „Warto” przyznana Wam przez wrocławską Gazetę Wyborczą, to tylko jeden z aspektów społecznego funkcjonowania artystycznych inicjatyw. Jak się u nas realizuje tak olbrzymie przedsięwzięcie jak Survival?

Jest ciężko. W tej edycji, podczas serii debat, podejmiemy także ten temat. Przygotowujemy właśnie teksty do towarzyszącej Survivalowi publikacji. Szczególnie dwa spośród nich, Kuby Szredera oraz mój i Anny Kołodziejczyk, będą komentowały sytuację ekonomiczną współczesnej kultury w Polsce. Kuba Szreder traktuje temat szeroko – w perspektywie kraju. Natomiast nasz tekst dotyczy Survivalu – tego, jak wygląda jego realizacja, pozyskiwanie i rozlicznie dotacji itd.

Nasza sytuacja jest o tyle trudna, że nie chodzi tu o jednorazowy projekt. W przypadku tak ogromnego przedsięwzięcia, jak Survival, mamy do czynienia z cykliczną, coroczną realizacją. Obecny rozmach powoduje, że nasz przegląd powinien już przekształcić się w biennale. Ponieważ jednak ciągle mamy zbyt mały budżet, nie możemy sobie pozwolić na to, żeby na rok zniknąć ze świadomości odbiorcy. Nie będzie nas stać, żeby przypominać o sobie w inny sposób… Zniknięcie na rok z list ubiegających się o kolejne (roczne) dotacje też nie ułatwi sprawy.

Dlatego musimy rozpoczynać prace nad każdą edycją tak naprawdę z zamknięciem poprzedniej. Zwykle ruszamy z pracami się już w sierpniu, a konkursy ofert w Gminie Wrocław, Ministerstwie Kultury, Urzędzie Marszałkowskim i innych instytucjach zaczynają się najwcześniej w listopadzie. Czyli tak naprawdę konstruujemy pewne wydarzenia, kontaktujemy się z firmami, artystami itd. nie mając żadnej podstawy finansowej. Gramy więc va bank, tj. nie wiemy, co uda nam się zrealizować. Istnieje tez inne niebezpieczeństwo – w obecnym systemie przyznawania dotacji nie wiemy do końca (czyli do momentu ostatecznego rozwiązania konkursu), czy w ogóle otrzymamy pieniądze. Zawsze może „powinąć się noga”, mogą się wyczerpać fundusze, możemy też popełnić jakiś nieznaczny błąd, który zdyskwalifikuje ofertę. To ogromna niepewność, która towarzyszy nam z roku na rok. Podejmowaliśmy spory wysiłek, by przekonać Gminę Wrocław i prywatnych sponsorów do finansowania Survivalu w dłuższej perspektywie czasowej, 2 lub 3-letniej, ale wciąż się to nie udaje.

Czy jest to brak elastyczności instytucji przyznających dotacje? Przecież wiadomo, jaka jest specyfika waszych działań?

No właśnie nie zawsze to wiadomo... Chodzi o to, że dla własnej wygody i dla podtrzymania „sprawności” systemu, przedstawiciele tych instytucji muszą się trzymać sztywnych wytycznych, terminów wydatkowania i rozliczania dotacji... Tutaj nie ma dyskusji i nie ma pola do negocjacji. I to wprowadza dodatkowe utrudnienia.

Mam jednak nadzieję, że przynajmniej w przypadku Survivalu, który – mimo że nadal jest stosunkowo młody i powstaje poza tradycyjnymi instytucjami kultury – zbudował szeroko rozpoznawalną markę, uda nam się w niedalekiej przyszłości uzyskać większą swobodę i większy komfort pracy.

Tym bardziej, że musieliście zaciągnąć długi, żeby sfinansować niektóre koszty związane z ostatnią edycję Przeglądu.

Długi wynikają z tego, że dotacje są często mniejsze niż realne koszta, które wykazujemy w ofertach. Z drugiej strony tak duże przedsięwzięcie generuje sporo kosztów, które trudno przewidzieć pisząc projekt. No i niestety, przy ostatniej edycji, która była ogromna, miała scenę filmową i muzyczną, koszty czysto techniczne w pewnym momencie tak się rozrosły, że przekroczyły wysokość naszych niewysokich dotacji. Trzeba było zaciągnąć kredyt – niestety takie są realia.

Skąd się bierze ta nieprzystawalność systemu?

Tu chodzi o myślenie o kulturze. Survival to osiem lat mojej pracy i nie ukrywam, że z każdą jego edycją coraz bardziej zastanawia mnie, jak to będzie działać i w jakim kierunku będzie się rozwijać. Mam cały czas takie trochę przykre wrażenie, że w Polsce wciąż mamy problem z weryfikacją jakościową działań artystycznych, kulturalnych. Nie ma narzędzi, które pozwalają mądrze wydawać pieniądze publiczne na kulturę. Wciąż borykamy się z bardzo subiektywnymi, estetycznymi w swoim charakterze ocenami sztuki współczesnej. Bardzo często inwestujemy w coś, bo wydaje się nam, że to będzie „ładne” albo że będzie miłym sposobem na spędzanie czasu…

Czy ma na to wpływ niewiedza o tym, czym jest współczesna kultura?

Wynika to z dwóch rzeczy. Po pierwsze, nie przygotowuje się młodego odbiorcy do świadomego odbioru sztuki. Bardzo rzadko dzieci w szkołach zabierane są do galerii czy muzeów, nie pokazuje się im, czym jest najnowsza sztuka. Z drugiej strony ciągle też mamy takie dziwne, głęboko społecznie zakorzenione przekonanie, że sztuka współczesna to marnotrawienie publicznych pieniędzy – to bardzo często powtarzane zdanie. Dla bezpieczeństwa więc wielu decydentów, nawet mając świadomość jakości współczesnych artystycznych działań, woli wydać pieniądze na coś, co będzie trochę fetą i przyjemnym sposobem na spędzanie czasu. Na coś, o czym wiadomo, że zostanie dobrze przyjęte… Sądzę, że ma to wiele wspólnego z niechęcią do zmian, ale również unikaniem sytuacji, które niosą ze sobą określone konsekwencje.

W historii Survivalu niejednokrotnie spotykaliśmy się już z koniecznością ponoszenia konsekwencji. Przypomnę tylko historię pracy Huberta Czerepoka w Dzielnicy Czterech Świątyń, którą musieliśmy zdjąć i ponieść konsekwencje dyskursu społecznego (przybierającego momentami naprawdę skrajne formy), który się wtedy wytworzył. Taki jest skutek wejścia w stereotypowy i ustalony sposób myślenia o naszym otoczeniu i uważam, że jest ciągle za mało osób, które takie konsekwencje chcą ponosić.

Jednak udało Wam się zdobyć publiczność gotową do podjęcia rozmowy.

Oczywiście – bo to się zmienia. Wiem, ile kosztowała mnie praca przy Survivalu przez ostatnie osiem lat i wiem też, że czasami efekty, które udawało nam się osiągnąć były niewspółmierne do nakładu pracy, jaki ponieśliśmy. Ale mimo to obserwuję proces zmiany. Dostrzegam go w naszej publiczności, która jest coraz bardziej świadoma, wymagająca – i to jest świetne! Przy pierwszych edycjach Survivalu nasze działania były traktowane jako coś w rodzaju ciekawostki, zabawy. Natomiast teraz na przegląd przychodzą ludzie, którzy są dobrze merytorycznie przygotowani. Pytają i chcą uczestniczyć w rozmowach. To jest ważne i stanowi o celowości naszego działania, bo oznacza, że jesteśmy zdolni do wpływania na społeczną mentalność, na poziom zaangażowania w sztukę, w kulturę.

Okazuje się więc, że sztuka współczesna, również i za Waszym udziałem staje się coraz bardziej częścią nie tylko miejskiej, ale i społecznej przestrzeni oraz naszego myślenia.

Nie chciałbym tutaj powielać banalnych stwierdzeń w rodzaju, że duże zachodnie miasta w rodzaju Paryża czy Londynu zabiegają o to, by być identyfikowane ze sztuką współczesną, z wielkimi realizacjami i artystami. To, że artyści chcą tam działać i bywać powoduje, że miasta te zyskują na swoim wizerunku…

Wrocław ma spore aspiracje, chce stać się metropolią… Wydaje mi się, że jeśli uświadomimy sobie, że mamy potężne narzędzie w postaci najnowszej sztuki, że są ludzie, artyści z całego świata, którzy chcieliby pracować we Wrocławiu, możemy naprawdę bardzo dużo zdziałać.

Jakiś czas temu Maria Janion powiedziała (nie cytuję dokładnie – to wypowiedź zapamiętana, której sens, mam nadzieję, właściwie przyswoiłem), że tzw. sztuki plastyczne są tą przestrzenią kultury, w której przez ostatnie kilkanaście lat w Polsce najbardziej i najmocniej udało się zbudować własny język. Sztuki wizualne stały się mocno integralne, mocno skupione i jednocześnie krytyczne. Dzięki temu potrafią opisywać rzeczywistość najpełniej.

Mamy więc dobre, solidne narzędzie – wystarczy je „tylko” wziąć i mądrze z niego skorzystać.

W przypadku tegorocznej nagrody „Warto” wszyscy z nominowanych byli Survivalowcami. We Wrocławiu zdobyliście pozycję trudną do przecenienia.

Poczuliśmy jakiś rodzaj ugruntowania i zyskaliśmy świadomość, że już wiele zostało zrobione. To dla nas ważne – nagrody zawsze są miłe. To, że wszystkie osoby nominowane do nagrody Warto są związane z Survivalem (czy to jako artyści czy też autorzy krytycznych tekstów) jest też bardzo miłe. Choć fakt ten ujawnia również, że nasze wrocławskie i polskie artystyczne środowisko jest bardzo małe. Nie ma chyba możliwości, żeby prędzej czy później ze sobą nie pracować.

To już ósma edycja Survivalu. Ten najbardziej znany wrocławski festiwal sztuki organizowany przez fundację ART TRANSPARENT jak zwykle łączy wysoki poziom artystyczny z umiejętnością dotarcia do szerokiej rzeszy odbiorców.

Więcej o tegorocznej edycji Survivalu na stronie: http://www.survival.art.pl/

Fundacja ART TRANSPARENT
www: http://www.arttransparent.org/

autorka: Dominika Chylińska

« Powrót do listy