Przejdź do treści strony

Na Zachodzie jest nudno

04.08.2010 r.

Jeszcze 20 lat temu istniała obawa, że wrocławska Synagoga Pod Białym Bocianem - szczęśliwie ocalała podczas Kryształowej Nocy w 1938 roku, podczas II wojny światowej zaadaptowana na warsztat samochodowy – przestanie istnieć z tak prozaicznego powodu jak brak funduszy na renowacje. W 1995 r. budynek wrócił w ręce Gminy Żydowskiej, lecz do przywracania mu prawdziwego blasku, jakim zachwycał przed wojną, zabrano się stosunkowo niedawno.

Na Zachodzie jest nudno

Wielka w tym zasługa pochodzącej z Norwegii artystki żydowskiego pochodzenia - Bente Kahan i Fundacji jej imienia. To właśnie Bente i rzesza wspierających ją ludzi sprawili, że Synagoga Pod Białym Bocianem to obecnie nie tylko pięknie odrestaurowane miejsce kultu religijnego, ale i tętniące życiem centrum inicjatyw kulturalnych i edukacyjnych.

O żydowskim dziedzictwie, renowacji Synagogi i zauroczeniu Wrocławiem i Dolnym Śląskiem opowiada Bente Kahan.

Waldemar Mazur: Podczas wręczania Pani tytułu „Ambasadora Wrocławia” powiedziała Pani, że kocha to miasto. Wyobrażam sobie, że nie była to miłość od pierwszego spojrzenia?

Bente Kahan: Na pewno nie (śmiech). Gdy wybierałam się do Wrocławia po raz pierwszy w roku 1989, powiedziano mi, że jest to ładne miasto. Dla dziewczyny wychowanej na Zachodzie okazało się ono jednak szare, smutne i potwornie zaniedbane. Do końca nie zapomnę mojej pierwszej zimy we Wrocławiu, gdy na ulicach stały koksowniki, a w powietrzu unosił się dym. Pomijam już fakt, że tutejsza zima jest strasznie mroźna. Myślałam, że w Oslo o tej porze roku jest ciężko wytrzymać, ale tutaj pod względem niskich temperatur jest jeszcze gorzej. W tamtych ponurych latach 80. jedynym czynnikiem przemawiającym za tym miejscem byli wspaniali ludzie.

Kiedy zatem narodził się pomysł, aby zatrzymać się w stolicy Dolnego Śląska na dłużej?

W 2001 roku przyjechaliśmy do Wrocławia z mężem początkowo na rok, ale od tamtego momentu minęło już dziewięć lat i nic nie zapowiada, abyśmy mieli w najbliższym czasie gdziekolwiek się przeprowadzać. Bardzo nam się tutaj podoba.

Co takiego Panią, osobę wychowaną na Zachodzie, urzekło we Wrocławiu? Przecież Pani większość życia spędziła w Norwegii, mieszkała w Izraelu, potem w Nowym Jorku. W porównaniu z tamtymi miejscami stolica Dolnego Śląska może zdawać się prowincjonalna.

 Na Zachodzie jest nudno. Prawie wszystko, co tam było do zrobienia zostało już zrobione. Co innego Wrocław. Dla człowieka kreatywnego, chcącego mieć wpływ na otaczającą go rzeczywistość, jest to fantastyczne miejsce. Tutaj czuję, że tworzę pewną historię, mam realny wpływ na otaczającą mnie rzeczywistość. Do tego dochodzą wspaniali ludzie, otwarci na pomysły, pełni zapału do pracy.

Aktorka, piosenkarka i pisarka w jednym nagle zakłada Fundację i podejmuje się renowacji Synagogi. Skąd pomysł na taką działalność?  

To nie było tak, że pewnego dnia siedząc w domu powiedziałam sobie: a teraz będę remontować synagogi. Gdy tutaj przyjechałam dziewięć lat temu, widziałam już, jak świetną pracę wykonała Gmina Żydowska. Remont już trwał. Tempo może nie było oszałamiające, ale środki na więcej nie pozwalały. Początkowo zajmowałam się jedynie organizacją imprez artystycznych. Bardzo szybko jednak zrozumiałam, że stan, w jakim Synagoga się znajdowała, uniemożliwiał realizację większości moich projektów. I wówczas pojawił się pomysł założenia Fundacji. Dzięki temu wspólnie z Gminą Żydowską Fundacja mogła ubiegać się o fundusze na renowację Synagogi Pod Białym Bocianem.

Wtedy też dotarło do nas, że Synagoga nie może być jedynie miejscem kultu religijnego, gdyż we Wrocławiu jest za mało Żydów. Gmina Żydowska ma liczyć nieco ponad 300 wiernych. Stąd budynek musi służyć również miastu i całemu Dolnemu Śląskowi. Napawa optymizmem fakt, iż szkolne spektakle „Wallstasse 13” i „Głosy z Theresienstadt” obejrzało już ponad 10 tysięcy uczniów z całego województwa!

Wrocławianie są dumni z ciekawej historii swojego miasta, ostatnimi czasy wręcz zapanowała moda na odkrywanie na nowo dawnego Breslau. Gdy Pani pierwszy raz tutaj przyjeżdżała, zdawała sobie sprawę z dawnej wielokulturowości Wrocławia?

Nie, co więcej, niewiele też wiedziałam o historii dolnośląskich Żydów po II wojnie światowej. Byłam zaskoczona, gdy powiedziano mi, że w PRL-u z kresów wschodnich przesiedlono ich tutaj aż 80 tysięcy. Ta historia była mi kompletnie nieznana. Wcześniej kojarzyłam miasto jedynie z postacią Grotowskiego. Inna sprawa, że w ogóle nie łączyłam współczesnego Wrocławia z przedwojennym Breslau. Dopiero, gdy uświadomiono mnie, że obie nazwy tyczą się jednego miejsca, wówczas przypomniałam sobie wiele opowieści o Breslau. Nie zmienia to jednak faktu, że wielu Żydom na świecie nazwa Wrocław nic nie mówi.

Pani opowiada o Polsce, o Wrocławiu, jako o miejscu szalenie przyjaznym, a przecież Polska na zewnątrz dorobiła się łatki kraju antysemickiego, nietolerancyjnego. Czy na swojej drodze, prowadząc taką a nie inną działalność, nie napotkała Pani na jakiekolwiek przejawy antysemityzmu?

Nie, nie spotkałam się z czymś takim. Wręcz przeciwnie, natrafiłam na niezwykłą przychylność ludzi. Wiele osób, gdy dowiadywało się, że zamierzam promować we Wrocławiu dziedzictwo żydowskie, wręcz okazywało wsparcie. To niezwykle optymistyczne, że Ci wszyscy ludzie zdają sobie sprawę z tego, że to także cześć historii Polski. Wspierało mnie miasto, jego władze, jak i Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Na każdym szczeblu kontaktów z urzędnikami spotykałam się tylko i wyłącznie z przychylnością. To jest wręcz wyjątkowe, niespotykane na świecie.

Mogę przytoczyć historię, jaka przytrafiła mi się w Norwegii w latach 80., gdy z moją orkiestrą chciałam jechać do Bukaresztu. Wystąpiliśmy o finansowe wsparcie do ministerstwa i okazało się, że nie możemy na nie liczyć, gdyż śpiewaliśmy w języku jidysz, a nie po norwesku. To oczywiście miało miejsce prawie 30 lat temu i od tamtych czasów sytuacja w Norwegii zmieniła się diametralnie, teraz jest to kraj wielokulturowy, w którym taka sytuacja nie mogłaby mieć miejsca. Podobnie zresztą jak w Polsce. Polacy doskonale zdają sobie sprawę, że kultura żydowska, język jidysz, to także dziedzictwo polskie. Przecież tutaj przez ponad 600 lat ludzie mówili w tym języku. Nie można teraz zapomnieć o przeplatającej się historii obu kultur, polskiej i żydowskiej. Bardzo się cieszę, gdy widzę, że młode pokolenie jest tego świadome, interesuje się historią, chce o niej wiedzieć jak najwięcej. Polska młodzież szuka swojej tożsamości, a aby ją znaleźć musi także poznać kulturę żydowską, która przecież na polskie dziedzictwo kulturowe się składa.

Obraz, który Pani teraz rysuje jest chyba aż nazbyt różowy. Czy nie ma Pani o naszym kraju zbyt wyidealizowanego mniemania?

Nie uważam tak. Proszę spojrzeć, pojednanie, o którym teraz mówię, ponowne zejście się dwóch kultur, rozpoczęli właśnie Polacy, nie Żydzi. To Polacy zbudowali tutaj demokrację, a teraz szukają prawdy historycznej, swoich korzeni. W Izraelu sprawa wyglądała zupełnie inaczej. Tam starano się zapomnieć o swojej europejskiej przeszłości, przeszłości bardzo bolesnej. Wielu Żydów zamknęło za sobą europejski rozdział i nie chciało do niego wracać. Przestały ich interesować miejsca takie jak Wrocław. Teraz jednak widzę, że te zatrzaśnięte za narodem żydowskim drzwi, powoli, ale się uchylają. Między innymi właśnie za sprawą Polaków.

Bardzo dużo straciło moje pokolenie, które przyszło na świat zaraz po holokauście. Pozbawiono nas wiary w diaspory, kazano wierzyć w kraj jako jedyną instytucję, która pozwoli nam utrzymać niezależność. Owszem, Izrael jako kraj jest ważny, ale 2000 lat istnienia diaspor żydowskich również.

Pani powiedziała o swojej potrzebie tworzenia czegoś niemalże od nowa. Patrząc na pięknie odrestaurowaną Synagogę pod Białym Bocianem, można pokusić się o stwierdzenie, że wkrótce opuści Pani stolicę Dolnego Śląska i poszuka innego miejsca, gdzie będzie mogła poświęcić się kolejnemu projektowi.

Ja uwielbiam Wrocław. Przez lata, które tu spędziłam, stałam się lokalną patriotką (śmiech). Nie jest jednak tak, że z odrestaurowaniem Synagogi zakończyła się moja misja. Na dziś dzień zrealizowany jest zaledwie mały procent zadań, jakie przed sobą postawiliśmy, gdy zakładaliśmy Fundację. Sam budynek nie wystarczy, z czegoś trzeba go przecież utrzymać. Należy go pilnować, doglądać, aby równie pięknie wyglądał za 10 czy 20 lat. Synagoga ma być miejscem kultu religijnego dla Gminy Żydowskiej, a jednocześnie pełnić funkcję Centrum Kultury i Edukacji Żydowskiej dla Wrocławia, jak i całego Dolnego Śląska. Optymizmem napawa nas fakt, iż ludzie bardzo polubili to miejsce. Teraz musimy zrobić wszystko, aby sytuację taką utrzymać. To już jednak nie zależy tylko i wyłącznie od naszej Fundacji, ale również od lokalnych władz i innych organizacji pozarządowych. Jestem jednak optymistką. W tym miejscu drzemie ogromny potencjał, jest to w końcu wspaniałe miasto ze świetną lokalizacją i przeciekawą historią.

Zatem wrocławianie mogą być spokojni, Bente Kahan ich nie opuści?

Na dziś dzień nigdzie się nie wybieram. Proszę pamiętać, że przede wszystkim jestem artystką. Gram, śpiewam, komponuję, nieco piszę. Uprawiam oczywiście sztukę dość specyficzną, silnie związaną z dziedzictwem żydowskim. Teraz, gdy czasu będę miała nieco więcej, postaram się w większym stopniu poświęcić mojej sztuce. 

 

Bente Kahan jest założycielką Fundacji Bente Kahan, która została zarejestrowana w 2006 roku.  Fundacja ma na celu przedstawienie żydowskiej kultury i historii szerszej publiczności, głównie we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku.

www: http://www.fbk.org.pl/

autor: Waldemar Mazur

« Powrót do listy