Przejdź do treści strony

Najważniejsza jest aktywizacja społeczeństwa

30.04.2010 r.

Projekt „Wrocławska diagnoza problemów społecznych" ma za zadanie opracowanie diagnozy dla potrzeb miejskiej strategii rozwiązywania problemów społecznych. W marcu zakończyły się główne prace badawcze w projekcie. O nowych wyzwaniach społecznych dla Wrocławia oraz o tym, co mogą zrobić organizacje pozarządowe rozmawiamy z dr. Jackiem Plutą, kierownikiem projektu.

Skąd wziął się pomysł na przeprowadzenie diagnozy problemów społecznych?

– Po pierwsze jest teraz renesans w mówieniu o regionalności, o lokalności. W ciągu dwudziestu lat transformacji najpierw pojawiła się dyskusja makro, ogólnospołeczna, czyli chodziło o to by zbudować podstawowe instytucje demokratycznego państwa. Potem przyszła Unia Europejska ze swoją zasadą rozwoju regionalnego i lokowaniu środków w regionach. Dlatego duże miasta zaczęły tworzyć pewien system wiedzy o sobie, o swoim potencjale, o możliwościach i kierunkach rozwoju. Z tego powodu takie diagnozy społeczne są bardzo popularne. Są one elementem nowoczesnego zarządzania strategicznego. Wrocław do tej pory nie miał za sobą większych badań społecznych, które byłyby wielowątkowe, wieloproblemowe i socjokulturowe.

Co zatem wyróżnia to badanie?

– Siłą mapy problemów społecznych jest to, że daje nam obraz całościowy. Jego walorem jest dosyć duża liczba obserwacji, która uchwyci np. fenomen struktury społeczno-przestrzennej Wrocławia (czyli, że są tereny lepsze i gorsze – np. ekonomicznie najgorzej lokuje się Brochów). Nasze badania pokazują obszary problemowe na dwóch różnych poziomach – poziom gospodarstwa domowego (2,5 tysiąca obserwacji) i jego problemy oraz problemy indywidualne mieszkańców związane z jakością życia, ze stylem życia, dążnościami (5 tysięcy obserwacji).

Jak doszło do realizacji projektu?

– To jest projekt realizowany ze środków Unii Europejskiej i to w trybie konkursowym. Mamy tutaj partnera, którym jest stowarzyszenie Wspólnota Europejska Nasza Wspólna Sprawa. Ono grupuje przede wszystkim środowisko akademickie, które miało rozpoznanie potrzeby zrobienia takich dużych badań, bo uważało, że miasto wyniesie z tego konkretną korzyść. Mówimy politykom tak: słuchajcie, eksperci zauważyli, że jest tak i tak. Jak się to ma do waszego myślenia o tych problemach i w kontekście tego, co było wcześniej zmierzone. Nastąpiło współdziałanie – partner dał pomysł, powiedział, że jest w stanie to zrealizować, miasto wystąpiło jako lider instytucjonalny i złożony został wniosek konkursowy. My, zespół projektowy jesteśmy po to, by pokazać pewną wersję wiedzy eksperckiej, z zarysowanymi pewnymi problemami, a to oni dokonują selekcji i potem następuje zgoda na pewien horyzont czasowy i podział zadań między określone wydziały, czyli działania instytucjonalne.

Czy zespół projektowy ma wpływ na strategię, która powstanie?

– Badania są ważną częścią projektu, ale są tylko elementem tworzenia strategii. Projekt kończy się rekomendacjami dla Miejskiej Strategii Rozwiązywania Problemów Społecznych. Po to są po drodze konsultacje, żeby nie było tak, że eksperci coś przygotują, kładą na stół i mówią politykom: proszę to jest strategia, możecie ją przyjąć, bądź odrzucić. Tak nie jest. My zrobiliśmy duże badania i zadbaliśmy o to, by każdy departament miał dwu i pół godzinną prezentację. Dostali raporty do czytania na temat problemów społecznych. Z naszych wyników każdy departament zainteresowany jest innym wynikiem.

Czym są problemy społeczne?

– Jest w świadomości społecznej pewien ogląd problemów społecznych. Jesteśmy społeczeństwem nowoczesnym, dlatego nie można pozostawiać pewnych spraw indywidualnemu swojemu losowi. Zaczynamy dostrzegać problemy społeczne. W XIX wieku problem biedy nie był problemem społecznym, bo każdy miał go rozwiązywać sam. Teraz nowoczesne społeczeństwa charakteryzują się tym, ze mamy zdefiniowane problemy społeczne, ale obowiązek ich ograniczania należy do instytucji sfery publicznej czyli państwa, samorządu. Są tradycyjne problemy społeczne, te związane z tak zwaną ekskluzją czyli wykluczeniem społecznym, tym co powoduje, że jesteśmy inni, słabsi, gorsi. To co je stanowi to np. bieda, bezrobocie, bezdomność, przemoc, niepełnosprawność. To jest ta cała gama problemów, które powodują ekskluzję. O nich wiemy, rozumiemy i rozmawiamy. Istnieje również coś takiego jak nowe problemy społeczne. One jednak nie są aż tak nowe. Tyle, że o nich się już tak dużo nie mówi. Dla mnie w kontekście tych badań jest bardzo ważne by uwypuklić istnienie nowych problemów społecznych. Od ich występowania i sposobu radzenia sobie z nimi zależy jakość naszego życia.

Jak definiuje się jakość życia?

– Jest kojarzona z takim podejściem psychologicznym jak dobrostan, samozadowolenie, spełnienie, ale także z poziomem zasobów, dostępności do tych zasobów. Stanem pośrednim jest np. zadowolenie. Mamy tereny zielone i się zastanawiamy czy jesteśmy z nich zadowoleni. Ale istnieją również takie rzeczy związane z zasobami tworzącymi jakość życia, które mówią o tym, w jaki sposób się je konsumuje. I to znowu wprowadza nas obszar nowych problemów społecznych.

Czyli jakie mamy nowe problemy społeczne?

– Nowe problemy społeczne określają, w jaki sposób my, jako podmioty społeczne uczestniczymy w określaniu swoich własnych interesów, wyrażaniu własnej dążności, dbaniu o swoje sprawy, braniu sprawy w swoje własne ręce. To są problemy inkluzji. Zalicza się tu takie kwestie jak budowanie własnego kapitału społecznego czy też kulturowego, bo to one decydują o tym, że jesteśmy bardziej lub mniej aktywnymi uczestnikami życia publicznego. Te nowe problemy społeczne to także dostęp do nowoczesnych technologii, umiejętność dopasowywania się do zmian, uczestnictwo w organizacjach pozarządowych. Z drugiej strony nowe problemy społeczne związane są ze zmianą więzi społecznych.

W jaki sposób zmieniają się więzi społeczne?

– Następuje rozpadanie się więzi społecznych, rozpada się rodzina. Na papierze mamy rodzinę, która dobrze funkcjonuje, bo nie występuje tam przemoc (stary problem społeczny). Te nowe problemy są jednak trudniej dostrzegalne, dlatego na nie nie reagujemy tak prosto. Osłabienie więzi społecznych następuje przez to, że nie mamy czasu, by spędzać z rodziną wolnego czasu. Nasze badania wykazały, że ludzie są tak obciążeni pracą, że skarżą się na pewne problemy związane ze zdrowiem psychicznym. Wyszło nam, że 6% badanych popada w depresję. Więzi społeczne są również osłabione przez to, że we Wrocławiu nie ma rodzin wielopokoleniowych. Nasze badania wykazały, że to jest 6 czy 7% gospodarstw domowych. Nie ma zatem w pobliżu babci czy dziadka, więc pojawia się oczekiwanie instytucjonalne związane z opieką nad dzieckiem. W związku z tym dziecko jest przedmiotem wielkiej kalkulacji i niestety we Wrocławiu odtwarza się model 2+1. Z naszych badań wynikło jednak, że dziecko nie jest obciążeniem dla gospodarstwa domowego, tak bardzo jak osoba niepełnosprawna czy osoba starsza, niedołężna. Gospodarstwa domowe z dziećmi w stosunku do ogółu gospodarstw nie oszczędzają na konsumpcji,. 

W jaki sposób kształtuje się podział obowiązków w rodzinie?

– Z naszych badań wynika, że we Wrocławiu utrzymuje się bardzo tradycyjny model rodziny. Dodatkowo wynika, że w bardzo małym stopniu chcemy obciążać dzieci obowiązkami domowymi. Mierzyliśmy to na poziomie podziału obowiązków: co robi mąż, żona, dzieci, wspólnie. Już na dzień dobry mamy tradycyjne role męskie i tradycyjne role kobiece. Utrzymują się nieustannie. Zmywanie czy odrabianie lekcji z dzieckiem przypisane jest kobiecie. Zadaliśmy też pytanie: kto pierze bieliznę. Z naszych badań wynikało że tylko 1% ojców pierze w domu bieliznę.

Mamy zatem duże zaległości w stosunku do zachodu w kwestii równości kobiet i mężczyzn.

Na temat równości prowadzona jest bardzo intensywna dyskusja w określonych kręgach. Przez to, że mamy dostęp medialny do tych kręgów, tworzą się mity, że to jest już rozpowszechnione, zapośredniczone i utrwalone. Niekoniecznie. Natomiast największe zaległości mamy jeśli chodzi o podmiotowość społeczną, obywatelskość, oddziaływania naprzeciwko nowym problemom społecznym, włączania się w obszar życia społecznego. Najaktywniejsi ludzie pod tym względem żyją w krajach skandynawskich – Dania, Norwegia. Tam jest przykład obywatelskiej partycypacji, a my na tym tle wyglądamy po prostu biednie.

A jak ma się do tego rozwój sektora pozarządowego w Polsce.

To jest jeden z atrybutów transformacji ustrojowej w Polsce. NGO-sy się rozwinęły. Jednak mają teraz problem z beneficjentami, z zaangażowaniem w swoje projekty ludzi z zewnątrz. NGO-sy wielokrotnie podkreślają, że napotykają na barierę społeczną, bo ludzie nie chcą uczestniczyć w projektach. Jest mnóstwo propozycji związanych z środkami unijnymi, ofert skierowanych do beneficjentów ostatecznych, ludzi. I jest problem by ich zaktywizować. To jest nowy problem społeczny, a nie bieda i ubóstwo. Miasto jest w stanie stworzyć ofertę związaną z promocją zdrowego stylu życia. Jednak reagują na nią ci, którzy mają wyższe kompetencje społeczne, kulturowe i sami są w stanie zadbać o zdrowy tryb życia. Natomiast bardzo dużo Wrocławian nie reaguje na takie oferty, bo nie jest nauczona by się w coś angażować. Nasze badania utwierdziły mnie w przekonaniu, że NGO-sy powinny się skupić nie na dawaniu określonych rozwiązań, ale na promowaniu idei aktywności obywatelskiej. Jeżeli przyznamy rację tezie, że w pewnym sensie rzeczywistość, styl życia można wykreować, niech partycypacja społeczna stanie się elementem naszego wzoru życia. To jest tak jak różnica między leczeniem, a profilaktyką. Uważam, że dla NGO-sów i władz miasta promocja aktywności społecznej powinna być priorytetem.

Czy nowe problemy społeczne dotykają również grupy wykluczone, narażone na stare problemy społeczne?

– Stare problemy dotykają zazwyczaj osoby starsze, niepełnosprawne, w jakiś sposób wykluczone, ale nowe dotykają wszystkich. Nowe problemy są wspólne, stare pewnej określonej grupy Wrocławian. I to jest problem spójności. Idąc do przodu, nie można zapominać o tych, którzy są z tyłu. W naszych badaniach oprócz wątku dotyczącego faktów z życia gospodarstw domowych (czyli jak jest), pytaliśmy również o opinię. I było pytanie: kto powinien przede wszystkim ponosić koszty związane z opieką nad obłożnie chorymi? Dwadzieścia osiem procent badanych mówi, że najbliższa rodzina. To jest jeszcze wynik dość niski w stosunku do „nad niepełnosprawnymi” (30%) i „starszymi” (44,6 %). Rodzina w takim przypadku jest bezradna, ta wrocławska rodzina, która nie jest wielopokoleniowa...

Czym różni się młode i stare pokolenie wrocławian?

– Istnieje duża różnica pokoleniowa między starymi a nowymi. Młodzi rzeczywiście kupują ten produkt, którym jest Wrocław – miasto spotkań, miasto młodych. Wrocław ma niewątpliwie pewną wizję rozwoju, stworzył swoją markę. Zawdzięcza to między innym temu, że w ciągu dwudziestu lat miał tylko trzech prezydentów. Istnieje wśród Wrocławian bardzo silny autostereotyp miasta. Jednak ten produkt kupują przede wszystkim ludzie młodzi, lepiej wykształceni, sprawniejsi ekonomicznie itd. Starsi natomiast mają sferę wartości związanych z ideami solidarności, z poczuciem więzi. To jest ten model bardziej tradycjonalny. Pojawia się zatem pytanie czy ta wizja Wrocławia stworzona przez miasto jest dla wszystkich czy tylko dla niektórych. 

W jaki sposób można tworzyć spójność społeczną.

– Należy mówić o nowych problemach społecznych, o rozpadzie więzi, o podtrzymywaniu patriarchalnego modelu rodziny, co jest kompletnym nieporozumieniem co do wyzwań współczesności, o niskim zaangażowaniu się w tworzenie dobra wspólnego. Ponieważ z ekonomią prędzej czy później sobie poradzimy.

foto główne: Piotr Szafraniec

organizator: Stowarzyszenie Wspólna Europa Nasza Wspólna Sprawa

Autor(ka): Iwona Frydryszak

« Powrót do listy