Przejdź do treści strony

PAJDA posmarowana sztuką

28.12.2011 r.

We Wrocławiu wciąż istnieją miejsca, gdzie pośród śmietników i „budynków grożących zawaleniem” bawią się dzieci, same sobie organizujące czas wolny. Na Nadodrzu mieści się Centrum Organizacji Pozarządowych Paulińska 4, w którego budynku siedzibę i pracownie artystyczne posiada także Towarzystwo Kultury Czynnej, prowadzące m.in. program PajdArt. Rozmawiamy z Anną Lewińską z TKC.

PAJDA posmarowana sztuką

Co było myślą przewodnią, celem działalności stowarzyszenia?

Anna Lewińska: – Stowarzyszenie działa od ponad dwunastu lat. Pomysłodawcą PajdArtu jest prezes stowarzyszenia Jola Sakowska. Nazwa pochodzi od słów pajd, jak pajda chleba oraz gr. pajdos ‘dzieci’ i Art ‘Sztuka’. Stowarzyszenie miało na celu ułatwienie dzieciom, a także osobom starszym, dostępu do sztuki i różnych form działalności artystycznej. Naszym działaniom przyświeca idea wyrównywania szans w dostępie do edukacji artystycznej i kulturalnej, stwarzanie warunków do twórczej, swobodnej ekspresji artystycznej.

We wcześniejszym okresie prowadziliśmy tak zwane fruwające warsztaty, które funkcjonowały w różnych miastach, na podwórkach m.in. Nadodrza, w domach dziecka, w świetlicach środowiskowych, czy pogotowiach opiekuńczych. Niestety taka praca nie przynosi długotrwałych rezultatów, jest to działanie w dużej mierze akcyjne. Potrzebowaliśmy lokalu, w którym moglibyśmy urządzić pracownie artystyczne, stałe miejsca pracy. Obecnie przyzwyczailiśmy już dzieci do tego, że na Paulińskiej 4-8 istnieje miejsce, do którego zawsze mogą przyjść, w którym zawsze będzie coś się działo. Z założenia miało ono pełnić funkcję pozarządowego domu kultury, jednak w praktyce różni się od tej sformalizowanej instytucji.

Działalność stowarzyszenia zorientowana jest na dzieci ubogie, pomijane, czy ogółem rzecz biorąc, młodych mieszkańców Nadodrza?

– Są to dzieci, które mają mniejsze szanse, są w jakiś sposób defaworyzowane. Bardzo trudno jest dotrzeć do dzieci, które wcześniej nie miały nigdy dostępu do edukacji artystycznej czy kulturalnej, ponieważ nie mają one wykształconego nawyku uczestnictwa. W związku z tym duży nacisk kładziemy na to, aby wyjść na zewnątrz i pokazać im, że jesteśmy, że działamy i że fajnie jest brać udział w warsztatach.

Jakie macie sposoby na dotarcie do dzieci, informowanie o waszych działaniach?

To zależy od specyfiki działania. Działamy metodą projektową. Zależy to od tego jaki cel chcemy osiągnąć w danym, konkretnym projekcie. Idea jest taka żeby ciągle coś się działo. To jest uzależnione od myśli przewodniej. Ostatnio np. uruchomiliśmy linię warsztatów edukacji obywatelskiej, na które dzieci nie przychodzą chętnie, z własnej woli, dlatego to my przychodziliśmy z nimi do szkół.

Bardzo intensywnie pracujemy nad rozwijaniem poczucia tożsamości, przynależności do miejsca i w konsekwencji odpowiedzialności za miejsce, w którym żyję. Marketing nie przemawia do dzieci.

Proces twórczyCzy rzeczywiście docieracie do grupy docelowej?

To stanowi problem. Informacje wędrują pocztą pantoflową. Bardzo się cieszyłam, kiedy rzeczywiście przyszły dzieci, które nigdy wcześniej nie brały udziału w tego typu warsztatach, pytały o nie. Trzeba pokazać dziecku, że warsztaty to coś innego niż szkoła, że można robić inne rzeczy, samemu decydować, że nie ma dobrych i złych odpowiedzi, że można fantazjować, improwizować, wymyślać. Dziecko się otwiera, poznaje nowe rzeczy, warsztaty stwarzają nowe możliwości, ale żeby to pokazać trzeba je u nas zatrzymać.

Dzieci boją się oceniania. W szkole funkcjonuje taki system, że można coś robić albo dobrze, albo źle. Obecnie prowadzę warsztaty z edukacji obywatelskiej. Dzieci oczekują stopni za udział w zajęciach. Są mocno wtłoczone w system edukacji szkolnej.

Nauczyciel wyznacza pewien sposób widzenia rzeczywistości, stawia stopnie według jakiegoś schematu i ja nie chcę z tym walczyć, ale działanie twórcze polega na czymś zupełnie innym. Jest dla nas niezwykle ważne i cenne, jeśli dziecko zaczyna uruchamiać własną intuicję twórczą, spontaniczną wyobraźnię, kiedy sięga do tego, co w nim rzeczywiście jest.

Jak dzieci radzą sobie z dyscypliną, czy pojawiają się tu problemy?

– To zależy od warsztatu, np. warsztat teatralny wymaga skupienia i dyscypliny. Dziecko jest przyzwyczajone do pewnego sposobu zdobywania wiedzy i nie można teraz tego zburzyć, by nie wprowadzać zamętu, nie można też tracić autorytetu. Trzeba stawiać granice, tak by jednocześnie nie być represyjnym, a to jest bardzo trudne.

Czy prowadzicie jeszcze inne warsztaty, oprócz teatralnych?

– Kładziemy duży nacisk na formy teatralne, ponieważ osoby, które je prowadzą i realizują spektakle, są do tego bardzo dobrze przygotowane. Mamy też świetnych plastyków, którzy robią z dziećmi książki, filmy animowane, krótkie filmy komediowe, świetne reportaże fotograficzne. Mamy rewelacyjne zajęcia z rękodzielnictwa, warsztaty taneczne. Pierwszy raz w tym roku organizowaliśmy warsztaty z komiksu, po których powstanie piękna książka.

Wiosną Darek Orwat podczas warsztatów filmowych realizował film na podwórku przy Paulińskiej, „My Blue Heaven”. Robimy też spektakle, wystawy w plenerze. Zawsze staramy się, aby praca artystyczna odbywała się na jak najwyższym poziomie. Chcemy ją później realizować w postaci pokazów powarsztatowych.

Zdarza się, że dzieci wychodzą ze swoimi pomysłami, propozycjami organizacji zajęć?

– Jak najbardziej, często mają swoje pomysły. Zawsze staramy się je uwzględniać, szczególnie, jeżeli są to jakieś działania w przestrzeni miasta. Dzieciaki najlepiej znają własne miejsce zamieszkania, wiedzą, czego im brakuje, co można by zrobić, żeby fajniej się mieszkało. Ostatnio Jerzy Welter i Ola Kugacz na warsztatach teatralnych dla dzieci zrealizowali spektakl „Kujon” na podstawie tekstu napisanego przez jedną z uczestniczek zajęć. Dwa tygodnie temu pokazywaliśmy go w Oławie.

Nie działacie tylko stacjonarnie, wychodzicie ze sztuką do dzieci, na zewnątrz?

– Dzieci z pogotowia opiekuńczego, czy z domu dziecka, mają ograniczoną możliwość poruszania się po mieście tak jak dzieci z niepełnosprawnością. Od wielu lat dojeżdżamy do dzieci z domów dziecka, rodzinnych domów dziecka, internatów, pogotowia opiekuńczego.

Jak dzieci odnoszą się do Nadodrza, jak je postrzegają? To dzielnica uważana za mało przyjazną.

– Robiłam badania dotyczące tego, jak dzieci postrzegają Nadodrze. Kiedy pytam o nie dzieci, mówią, że podwórka są brzydkie i niebezpieczne. Nie mają jednak bardzo negatywnych skojarzeń. Należy też czytać między słowami, kiedy pytam, czy na Nadodrzu dzieje się coś ciekawego, odpowiadają jednym słowem: festyny. One nie wiedzą, że może dziać się coś więcej.

Zauważyłaś żeby podczas warsztatów ujawniały się problemy dzieci - uczestników?

– Podczas warsztatów z edukacji obywatelskiej, które prowadzę z Martą Derejczyk, często obserwujemy jak bardzo dzieci przejmują od dorosłych uprzedzenia i negatywne schematy myślowe. Zupełnie nieświadomie posługują się stereotypami, np. jeśli chodzi o różne narodowości czy grupy etniczne. One nie dowiedziały się tego z własnego doświadczenia, dorośli je tego nauczyli.

Jak wygląda wasza działalność od strony formalnej?

– Ubiegamy się o dofinansowania naszej działalności z różnych źródeł. Ostatnie trzy projekty były dofinansowane przez gminę Wrocław, Ministra Kultury i Ministerstwo Pracy.

Dążymy do tego, żeby zapewnić stabilność i ciągłość naszym działaniom. Ubiegamy się o dofinansowanie na prowadzenie klubu środowiskowego na Nadodrzu, co niewątpliwie zapewniłoby nam upragnioną stabilizację. Mamy do tego celu wymagane zasoby, przede wszystkim świetnych ludzi do prowadzenia warsztatów twórczych.

Możesz opowiedzieć o jakiś wyjątkowych akcjach, które zrealizowaliście ostatnio?

– W tym roku pracowaliśmy głównie nad trzema projektami: „Pracownie PajdArt – Nadodrze” we Wrocławiu oraz „Wokół wartości” i „PajdArt – sztuka w akcji”, realizowanymi jednocześnie w Oławie i we Wrocławiu. Kierowane były głównie do dzieci z mniejszymi szansami. W efekcie w samym Wrocławiu w warsztatach wzięło udział około dwustu pięćdziesięcioro dzieci, odbyliśmy w sumie ponad tysiąc godzin warsztatowych. Zawsze czujemy się wyjątkowo, kiedy podczas warsztatu udaje się wypracować jakieś konkretne rezultaty. Powstaje etiuda teatralna, wystawa prac plastycznych, filmy z udziałem dzieciaków. Udaje się wydać książki, które mi osobiście sprawiają najwięcej frajdy.

Są jakieś pomysły na promocję stowarzyszenia, czy samego PajdArtu?

– Stowarzyszenie zawsze działało siłą i energią ludzi, którzy je tworzą. Nie było nigdy czasu by je wypromować np.: poprzez stronę internetową, Facebooka czy newsletter. Teraz dbamy o plakaty, ulotki, dyplomy. Od dwóch lat wydajemy też książki projektowane w dużej części przez dzieci, co też jest pewną formą promocji. Jest to działanie społeczne, promowanie nie jest priorytetem, ale wiem też, że powinniśmy zwracać na to większą uwagę.

Jakie książki wydajecie?

W ramach projektu „Magiczne klucze” powstała książka tworzona podczas regularnych warsztatów, na które jeździliśmy do dzieci z powiatu wałbrzyskiego.

„Łapacze Marzeń” to z kolei książka międzypokoleniowa, została wymyślona i stworzona przez dzieci, choć oczywiście rola prowadzącego warsztat jest nie do przecenienia. Część pierwsza robiona była przez dzieci, druga część pisana była przez seniorów. Zawiera ona opowiadania, wiersze, limeryki, haiku autorstwa pań uczestniczących w warsztatach literackich. Obecnie kończymy prace nad wydaniem dwóch kolejnych pozycji: „Anarchia kolorowych kredek” i „Dzień dobry Panie Sebastianie”.

Staramy się także działać na gruncie społecznym, wdrażamy wątek edukacji obywatelskiej i antydyskryminacyjnej. Pokazujemy dzieciom, że wolontariat może służyć temu, żeby one same się rozwijały i jednocześnie pomagały rozwijać się innym, że działanie społeczne to nie tylko kwestowanie i zbieranie rzeczy. Chcielibyśmy pokazać dzieciom, że przez działania artystyczne mogą mieć wpływ na rzeczywistość, zmieniać świat dookoła, lepiej poznawać i wyrażać siebie. Elementem stygmatyzacji osób defaworyzowanych jest właśnie przeświadczenie o tym, że są one bierne społecznie, a tak nie musi być. Kiedy ktoś czuje, że może wpływać na rzeczywistość wie, że może zmieniać także swoje życie.

 zdjęcia autorstwa Anny Lewińskiej zostały udostępnione dzięki życzliwości Towarzystwa Kultury Czynnej

autorka: Agnieszka Zięba

« Powrót do listy