Przejdź do treści strony

Tajne Komplety w sercu Wrocławia

01.12.2011 r.

Ekonomia społeczna, dla niektórych nie do końca zrozumiałe hasło, którym karmi się część rodzimych organizacji pozarządowych, na szczęście ma niejedno oblicze. Są również takie inicjatywy, które wyrósłszy na gruncie III sektora, nieuchronnie stają się stałym i ważnym elementem wrocławskiego pejzażu, miejscem, w którym wypada bywać. Tajne Komplety, prowadzona przez Fundację na rzecz Kultury i Edukacji im. Tymoteusza Karpowicza księgarnio-kawiarnia ulokowana na wrocławskim rynku ma duże szanse stać się takim właśnie miejscem. Rozmawiamy z Grzegorzem Czekańskim z Tajnych Kompletów.

Tajne Komplety w sercu Wrocławia

Waldemar Mazur: Jaki okres czasu dzielił powołanie do życia Fundacji na Rzecz Kultury i Edukacji im. Tymoteusza Karpowicza od otwarcia Tajnych Kompletów? 

Grzegorz Czekański: Wszystko rozegrało się dość szybko. W 2009 roku założyliśmy Fundację, w 2010 uruchomiliśmy Tajne Komplety.

Co trzeba zrobić, by młoda organizacja już na początku swojej działalności otrzymała lokal w samym sercu miasta?

-  Trzeba wystartować w konkursie, przedstawić najciekawszą ofertę, przynajmniej z punktu widzenia Miasta, i w zasadzie to wszystko.

Mieliście już wcześniej doświadczenie w sektorze pozarządowym?

- Tak. Karol Pęcherz, który jest Prezesem naszej Fundacji, od wielu lat działa w Stowarzyszeniu Na Rzecz Wspierania Młodych Artystów Grawiton, pracował też przy takich wrocławskich przedsięwzięciach jak Międzynarodowy Festiwal Opowiadania czy Podwodny Wrocław.

A współpraca z Dolnośląską Szkołą Wyższą? Na stronie internetowej waszej Fundacji widnieje informacja, że Tajne Komplety to księgarnia partnerska DSW. Na czym polega rola tej uczelni w prowadzeniu księgarni?

- Nasza współpraca jest obustronna. DSW jest naszym partnerem strategicznym, pomaga nam utrzymywać się na księgarskim rynku, poza tym promuje Tajne Komplety, wyposaża w książki, organizuje u nas cykle spotkań i wykłady. Z kolei my zapewniamy im wygodną przestrzeń w centrum miasta i możliwość realizowania rozmaitych projektów.   

Gdy przed ponad rokiem po Wrocławiu rozeszły się słuchy, że powstaje kolejna księgarnio-kawiarnia, wiele osób ogarnął entuzjazm, ale też nie brakowało głosów pesymistycznych. Wróżono wam, że podzielicie los zamkniętej trzy lata temu Kapitałki.

- W pierwszej kolejności staraliśmy się nie myśleć stereotypami. Odrzuciliśmy powszechne biadolenie na sieciową politykę księgarń Empik, e-booki, spadek nakładów i brak czytelnictwa w społeczeństwie, co wszystko razem miało sprawiać, że prowadzenie księgarni nie ma najmniejszego sensu. Odrzucaliśmy myślenie w takich kategoriach. Jasne, nie byliśmy samobójcami, nie zamierzaliśmy startować z nowym projektem bez świadomości  sytuacji panującej na rynku. Doskonale zdawaliśmy sobie sprawę, że samymi ideami przyświecającymi naszej Fundacji nie zapłacimy czynszu i rachunków. Twardo stąpając po ziemi staramy się połączyć aspekt biznesowy z  naszymi ambicjami, by stworzyć tu centrum kulturalne.

Po roku działalności Tajnych Kompletów możesz pokusić się o stwierdzenie, że z prowadzenia tak sprofilowanej księgarni można przeżyć?

- Na pewno możemy mówić o pewnym gronie odbiorców, do których udało nam się dotrzeć. Chcieliśmy ściągnąć tych ludzi, którzy niegdyś przychodzili do Kapitałki, a potem nie mieli już za bardzo swojego miejsca w mieście. Myślę, że to nam się udało. Coraz częściej zgłaszają się też instytucje, uczelnie, które chciałyby u nas organizować rozmaite wydarzenia. Okazuje się, że i na takie zagospodarowanie lokalu jest zapotrzebowanie.

Podsumowując, na razie możemy powiedzieć, że sytuacja jest stabilna. Niech świadczy o tym fakt, że najpóźniej w drugiej połowie grudnia, planujemy otworzyć  drugi punkt sprzedaży książek. Mowa tu o księgarni filmowej Nieme Kino, które będzie się mieścić w Dolnośląskim Centrum Filmowym. Będzie ona sprofilowana pod konkretnego odbiorcę, pozycje jakie tam znajdziemy, będą dotyczyły kina, teatru, wszelkich sztuk wizualnych.

Pomysł powołania do życia Tajnych Kompletów legł u podstaw powołania do życia waszej Fundacji?

- Zamysł prowadzenia księgarni pojawił się już w trakcie działania Fundacji. Najpierw była idea wydania antologii literatury dolnośląskiej, wciąż aktualna zresztą. Niestety, z powodu braku pieniędzy ten pomysł pozostaje wciąż niezrealizowany. Nie dajemy jednak za wygraną, materiał jest praktycznie skompletowany.

Jakie lata obejmowałaby ta antologia?

- Okres od transformacji ustrojowej niemal do dzisiaj, czyli nieco ponad dwadzieścia lat. Jest to kompletna antologia i praktycznie nie ma drugiej takiej książki na rynku. Było kilka prób, m.in. „Odra” wydała kiedyś antologię opowiadań młodej prozy, są to jednak swoiste przebłyski, skupiające się albo na debiutantach bądź na konkretnych gatunkach, nie ujmujące literatury całościowo.

Nazwiska które na pewno w waszej antologii znajdziemy?

-  Struktura książki stara się pogodzić parę sprzecznych czynników, jak: popularność autora, popularyzacja wiedzy o literaturze oraz wprowadzanie i promowanie twórców mniej znanych. Stąd chcielibyśmy, by obok takich głośnych nazwisk jak Michał Witkowski, Olga Tokarczuk, Zbigniew Kruszyński czy Marek Krajewski pojawili się autorzy niekiedy kompletnie nieznani, jak Mikołaj Sarzyński czy Jerzy Łukosz. Marzy nam się wydobycie z niebytu osób, które gdzieś się pogubiły czy wręcz zniknęły z powierzchni ziemi.

Teraz mówisz głównie o prozie, ale organizujecie też konkurs, który ma na celu wsparcie poetów.

- W ramach I edycji Ogólnopolskiego Konkursu im. Tymoteusza Karpowicza wydaliśmy dwie książki poetyckie. Były to „Soundtrack” Piotra Makowskiego oraz „Twarde O” Rafała Kwiatkowskiego. Odbiór wyniku był różny. Część osób się z nami nie zgodziła, ale najważniejsze, że udało nam się dotrzeć do niektórych środowisk, wytworzył się ferment, co świadczy jedynie o tym, że poezja budzi zainteresowanie.

W konkursie mógł wystartować każdy, debiutant jak i poeta z wieloma publikacjami na koncie.    

- Tak, ideą konkursu było nienarzucanie żadnych ograniczeń, chcieliśmy jedynie nagrodzić książki najbardziej chwytające za gardło i najlepiej zbudowane. Co ciekawe, wiele spośród osób, które wzięły udział w konkursie, a przez nas nie zostały docenione, wydały już swoje książki w innych oficynach. Ktoś może postrzegać jako naszą wtopę, że Tomasz Bąk, który swój arkusz wydał w jednej z najlepszych polskich oficyn – w WBPiCAK w Poznaniu - u nas nie został dostrzeżony. My się jednak tym nie przejmujemy, na pewno konkurs będzie kontynuowany w następnych latach. A Tomek Bąk i tak gościł u nas na spotkaniu autorskim.

W ramach Festiwalu Artystyczno-Literackiego preTEXTY opuszczacie też Wrocław.

- W tym roku mieliśmy już drugą edycję, która gościła w trzech miastach Dolnego Śląska (Jelenia Góra, Wałbrzych i Wołów). Jeżeli idzie o frekwencję w każdym z tych miejsc było różnie, ale lepiej niż przed rokiem. Podczas pierwszej edycji, nawet w mniejszych miastach, gdzie niewiele się dzieje, mieliśmy problem z dotarciem do ludzi, którzy nie zawsze rozumieją, czym jest współczesna poezja. Staraliśmy się na różne sposoby sprzedać ją ludziom, pokazać, że polska poezja może być ciekawa, a nie tylko patetyczna, wysoka i niezrozumiała. Staramy się poprzez podejście pod włos do utartych schematów –w czym prym wiedzie Karol Pęcherz - dotrzeć do jak największej liczby osób.

Rozglądając się po waszych półkach można znaleźć wiele gatunków literackich, wielu też jednak tu nie uświadczymy, jak chociażby fantastyki. Jakiej literatury celowo unikacie?  

- Kierujemy się kilkoma kryteriami. Po pierwsze, tutaj znaleźć można rzeczy, które przeszły pierwszą selekcję. Staramy się odejść od tego co jest na „topce” w Empiku czy innych księgarniach. Mamy swój nieco bardziej wysmakowany profil. Druga kwestia, to ograniczenia przestrzenne. Nie wszystko co chcielibyśmy tutaj mieć, możemy na regałach pomieścić. Fantastyki, o której wspomniałeś, mamy zaledwie garstkę. To jest jednak wynik naszych preferencji, ja osobiście nie jestem mocny z tego gatunku i chyba głównie dlatego fantastyki u nas nie ma. Oczywiście śledzimy sytuację panującą na rynku księgarskim, podpatrujemy konkurencję i staramy się mieć pozycje, których inne księgarnie nie oferują.

Plany na najbliższą przyszłość?

- Zamierzamy na poważnie wystartować z wydawnictwem wydającym poezję polską, ale i przekłady.

Czyli sąsiadujące z wami Biuro Literackie może postrzegać was jako konkurencję?

- Konkurencja to za mocne słowo. Skala naszego przedsięwzięcia sprawia, że nie ma mowy o tym, abyśmy przez takie wydawnictwo jak Biuro Literackie byli postrzegani jako zagrożenie. Zresztą, skupiamy się na innych rzeczach, a wszelkim inicjatywom wydawania w Polsce poezji, w tym Biuru Literackiemu, mocno kibicujemy.

Kiedy można się spodziewać pierwszych książek sygnowanych przez wasze wydawnictwo?

- Myślę że wiosną powinno już się kilka pierwszych pozycji ukazać.

autor: Waldemar Mazur

« Powrót do listy